xCz4rNy claw prism ceo

Wywiad: Damian “xCz4rNy” Bustrycki – CEO ClawPrism

Wygląda na to, że powoli wracamy do publikowania wywiadów na naszej stronie. Naszym pierwszym rozmówcą po przerwie, został: xCz4rNy – CEO organizacji ClawPrism.

W rozmowie z nami xCz4rNy opowiedział o początkach ClawPrism, o tym skąd się wzięła obecna nazwa organizacji oraz z jakimi problemami boryka się jako CEO. Dowiedzieliśmy się także co  myśli o Valorancie – czyli najnowszej grze FPS od Riot Games.


Nisu: Na początek zaczniemy od czegoś standardowego. Przedstaw się wszystkim, kim jesteś, co robisz na co dzień i co najważniejsze – jaką rolę pełnisz w ClawPrism?

xCz4rNy: Witam serdecznie wszystkich czytelników. Nazywam się Damian Bustrycki, od ponad roku jestem właścicielem ClawPrism. Na co dzień zajmuję się właśnie tą konkretną drużyną.

Jako, że jesteś związany z tą organizacją od samego początku, powiedz, skąd wziął się pomysł na ClawPrism? Jak to wszystko się zaczęło?

To jest naprawdę ciekawe pytanie. Moje pierwsze doświadczenie z e-sportem miało miejsce już w 2014 roku i to właśnie wtedy zaczęła się trwająca do dziś przygoda. 7 marca 2014 – tego pamiętnego dnia powstaje mój pierwszy projekt e-sportowy o nazwie Urban Gaming Tactics. Byłem jeszcze wtedy aktywnym graczem Counter Strike’a, ale w żaden sposób nie można tego porównywać do szeroko pojmowanego profesjonalizmu. Przez długi okres czasu do takiego stanu rzeczy, mi, jak i moim byłym zawodnikom – a aktualnie przyjaciołom, było bardzo daleko.

Oficjalnie projekt został pogrzebany w czerwcu 2019 roku. Uznałem, że nazwa i logo nie wpisują się dobrze w dzisiejsze trendy i należy utworzyć coś nowego, jednocześnie zostawiając przeszłość za sobą.

Po dwóch miesiącach pracy, dzięki doświadczeniu, które zdobyłem przez poprzednie lata, mogłem bez żadnych kompleksów wejść na ten rynek drużyn, któremu przez długi czas się tylko przyglądałem.

Jak widać, nadal się trzymamy. Doszliśmy nawet do tego momentu, gdzie mogę publicznie o tym opowiedzieć.

Nurtuje mnie nadal jedna kwestia. Dlaczego to Wilk widnieje na waszym logo? Jest w końcu tyle innych zwierząt: żubr, bóbr… Łoś, lis, wilk, kuna, koń, wydra, ryjówka, zając…

Mało tego! Tyle innych zwierząt ma pazury, którymi się sygnujemy. Wilk to pierwsze skojarzenie ze stanowczą łapą uzbrojoną w ostre pazurki. Mało brakowało, a twarzą dzisiejszego ClawPrism mógł być uwaga… Smok! Ostatecznie jednak padło na wilka, któremu ładnie patrzy z oczu.

Czysto w formie ciekawostki: obecna maskotka nosi również imię, jest to Carius. Istnieją już nawet kreskówkowe grafiki z jego udziałem, ale o tym opowiem później.

Jakbyś miał określić tak w kilku słowach – czym dla ciebie jest organizacja esportowa, to co byś odpowiedział?

Można definiować to na wiele sposobów, ale postaram się to krótko wyjaśnić po swojemu. Organizację traktuję jako dobrze dobrany zespół ludzi, który tylko w optymalnym nakładzie wspólnej pracy, osiągnie, wspólnie obrany wcześniej cel. Jak jednak widać to po naszym podwórku, praca to nie wszystko.

Wydaje mi się, że praca nie zawsze jest gwarantem wygranej. Moim zdaniem potrzebne jest jeszcze szczęście i pieniądze. A skoro mowa o pieniądzach, to z czego obecnie ClawPrism się utrzymuje? Jaki przyjęliście model finansowy? Gdzie szukacie funduszy?

Jesteśmy niezależni finansowo, jak duża część innych braterskich projektów e-sportowych. Jest to dość ważne, by nie popadać na początku w zobowiązujące umowy, a tym bardziej liczyć na wpływy pieniężne przy ich braku.

Przykładem ostrego przejechania się na takim sposobie egzekwowania środków, była sytuacja Vex.esport. Nawet przy pozyskaniu inwestora, tą niezależność finansową wypada zachować.

My na dany moment nie mamy zamiaru z nikim dzielić się sukcesem, dlatego nie podejmujemy się skomplikowanych umów.

Tu uwaga do czytelników. Jeżeli nie kojarzycie vex, to o ile dobrze pamiętam, mamy gdzieś na naszej stronie wywiad z ówczesnym CEO. Taka mała dygresja – lećmy jednak dalej z pytaniami.

Obecnie posiadacie w ClawPrism dywizję CS:GO, która z tego co się orientuję, radzi sobie całkiem nieźle na wielu frontach.

Czym kierujecie się podczas wybierania zawodników, którzy będą mieli reprezentować barwy waszej organizacji?

Przy doborze zawodników, zawsze należy szukać złotego środka pomiędzy: odpowiednim charakterem, a umiejętnościami. Jest to też zależne oczywiście od pozycji, na którą potrzebujemy wypełnienia. Sam balans jest już wtedy kwestią: indywidualną, albo korelatywną z pozostałymi graczami.

Ciężko też jest stwierdzić, że ten rynek jest pełen produktów, które zaspokoją nasze oczekiwania. Okazuje się, że gdy tylko zastosujemy ściśle określone przez nas filtry, wyniki poszukiwań: albo będą niezadowalające, albo nie będzie ich w ogóle. Widać to szczególnie, jeżeli na celownik bierzemy górną półkę zawodników.

Nie oznacza to, że jest to sytuacja bez wyjścia. Jeżeli mamy już doświadczenie w zakresie szkolenia, bądź posiadamy do tego odpowiedni sztab, warto zastanowić się nad graczami, którzy trochę od tych pierwotnych wymagań odstają. Dzięki takiemu podejściu, korzysta organizacja oraz zawodnik.  W ten sposób jeden z naszych graczy jest w ClawPrism od samego początku istnienia Pazuryzmu.

Możemy spodziewać się innych dywizji w ClawPrism? Jeżeli tak to jakich?

Podobnie jak większość marek, my też musimy nieco ciąć koszty. Najbardziej zależy mi na ciągłym doskonaleniu jednej wiodącej dywizji. Tworzenie akademii też nie jest nam w żadnym wypadku po drodze. Jeżeli jednak coś miałoby się zmienić, to najbliżej jesteśmy utworzenia dywizji Valorant.

Ta gra miała być swoistym gwoździem do trumny dla CS:GO. O ile może w USA taka sytuacja faktycznie ma miejsce, to w Europie raczej nikt nie kwapi się do inwestowania w ten tytuł. Jak myślisz – Jaka jest tego przyczyna? Dlaczego europejskie organizacje wolą trzymać się sprawdzonych tytułów zamiast inwestować w nowe?

Valorant jest bardzo dobrą grą i osobiście uważam, że niszczy CS:GO mechanicznie.

Nie ma w tym nic dziwnego, produkcja Riotu jest świeża i uczyła się na błędach Valve. Valorant ma jednak jeden kluczowy problem. Ciężko mówić, że Project A zrobił furorę.

Dla wielu graczy – pomimo innych założeń samych twórców, nowy produkt studia odpowiedzialnego za League of Legends, z automatu miał być alternatywą dla CS:GO, a nie jego zastępcą.

Na dobrą sprawę, gra nie odkryła przed nami niczego, czego byśmy już nie znali. Moim zdaniem zabrakło zasadniczego powiewu świeżości. Wystarczy cofnąć się do 2017 roku, gdzie rynek zdominowały gry Battle Royale. Czy gra musiała być tego samego gatunku, by już wtedy zabrać Counter Strike’owi sporą część graczy?

Jeżeli chodzi o różnice kontynentalne, uważam że jest to spowodowane tym, jak przez lata formowała się e-sportowa kultura w danym rejonie, ale też sam marketing robi tu dużą robotę. Przyczyn jest wiele, niemniej jednak, Valorant potrzebuje jeszcze trochę czasu, by odnaleźć się na starym kontynencie.

Skoro już jesteśmy przy globalnych problemach – jak cała sytuacja z covidem wpłynęła na rozwój waszego projektu?

Pandemia ma dwa główne wpływy na to, jak funkcjonuje teraz całe podziemie. Gracze z racji przejścia lekcji/pracy na model zdalny, naturalnie mają więcej czasu na doskonalenie swoich umiejętności, co przekłada się na wyniki dla samej organizacji.

Obecna sytuacja zabija jednak nadzieje na poważniejsze inwestycje w polski rynek e-sportu. Oczywistym jest, że przez covid różne firmy: cofają lokowanie kapitału, zwalniają pracowników i na wiele innych sposobów próbują ograniczyć straty.

Poziom inwestycji w polskim podziemiu był już wyjątkowo niski przed pandemią, a teraz tym bardziej próżno liczyć na jakiekolwiek odważniejsze kroki ze strony firm trzecich.

Poruszyłeś ważny temat, który – abstrahując od pandemii, wypadałoby poruszyć. Dlaczego polskie firmy nie chcą inwestować w amatorskie – a nawet w te bardziej profesjonalne drużyny? Brak wyników? Brak sukcesów? Zbyt mała grupa docelowa, czy może jakiś inny czynnik, który odstrasza przedsiębiorców przed reklamowaniem swoich produktów i usług za pomocą drużyn esportowych?

Wiele organizacji popełnia podstawowy błąd, który wyklucza je z pomocy finansowej. Osiągając dobre wyniki, gracze są twoją siłą napędową do eksponowania marki. Jeśli tego nie robisz, to znikniesz tak szybko jak pojawiłeś się na szczycie. Odejście składu, roszady, wszystko co sprawi, że notować będziesz spadek wyników, musi być odizolowane od rozpoznawalności marki.

Dużo organizacji przedstawia się jako 5 graczy + personel, a nie jako realnie działająca firma, która ma do zaoferowania coś więcej niż wyniki. Wielu inwestorów, kończy tutaj nawet niezaczęte negocjacje, gdyż jest to nic innego jak obiecywanie złotych gór.

Tak właśnie wygląda jedna z przyczyn, czyli wysoka niestabilność:

  • Przedsiębiorcy boją się inwestować w 5 osób, które mogą szybko spaść z notowań, jednocześnie zostawiając inwestora z utopionym kapitałem.
  • Założyciele organizacji sami zapominają o tym, że również są przedsiębiorcami.

Jeżeli polskie drużyny nie zaczną umacniać i lokować swoje marki poza turniejami, to nie zachęcą poważnych inwestorów do ryzyka.

Jest wiele przypadków drużyn, o których słuch zaginął, a wcześniej wróżono im przyszłe sukcesy. Tego boją się inwestorzy, dlatego wszyscy powinni kierować się zasadą: Kadra może odejść, moja silna marka zostaje i jest czymś więcej niż piątką graczy.

Pewien wpływ na decyzje sponsorów, wywiera mocno amatorskie środowisko, w którym znajdują się też te bardziej profesjonalne projekty. Wśród naprawdę dobrze prosperujących brandów, są też te, które kompletnie na rzeczy się nie znają.

W tym całym oczku wodnym, wyłowić można więc prawdziwe perełki, ale jest też metr mułu, który skutecznie odstraszy od łowienia wielu wędkarzy.

Myślisz, że turnieje offline wrócą w 2021? Jakby nie patrzeć, nadal jest to jeden z ważniejszych elementów marketingu esportowego.

O ile te małe mają szansę wrócić, tak myślę, że wszystkie większe odbędą się – oczywiście bez udziału publiczności przez kolejny rok.

Od dłuższego czasu polskie drużyny CS:GO nie potrafią zakwalifikować się na większe – bardziej prestiżowe turnieje. Czego brakuje polskim zespołom? Czy twoim zdaniem, mamy jeszcze szanse na naszą rodzimą drużynę powiedzmy – w TOP10 rankingu HLTV?

Mentalność – słowo klucz. Naszym polskim zespołom brakuje odpowiedniej mentalności. Każdy chce osiągnąć cel, ale nikt nie potrafi przejść przez etap, który sprawi, że drużyna stanie się dojrzała.

Zwycięzcami zostaną tylko Ci, którzy wygrają walkę z własnymi współzawodnikami. Wbrew pozorom, przeciwnikiem polskich drużyn nie są inne drużyny, a konflikty wewnętrzne.

Tylko najsilniejsze formacje przetrwają ten test, a w nagrodę wszyscy zobaczymy polską formację wyżej w rankingu, czy też na prestiżowym szczeblu.

Czy problem z mentalnością zawodników nie zaczyna się już na etapie sceny amatorskiej? Jeżeli tak, to czy twoim zdaniem, organizacje oraz drużyny mogą coś zrobić, żeby zmienić ten stan rzeczy?

Gdyby było inaczej, większość zawodników o niesamowitych umiejętnościach, nie dusiłoby się w podziemiu.

Nie ma na to jednej recepty. Ważne jest podejście ludzi, którzy pracują z takimi zawodnikami i ich edukacja w zakresie podejścia do pracy. Uświadomienie tego, że wszyscy dążymy do jednego celu i nawzajem się uzupełniamy.

Na pewno każdy w drużynie powinien móc znaleźć wsparcie od każdego ze swoich współgraczy. Budujmy, a nie niszczmy więzi.

Oczywiście, każdy jest inny i takie metody niekoniecznie znajdą zastosowanie u każdego. Na szczęście zdecydowana większość graczy mających problem z mentalnością, trafi w końcu na zderzenie ze ścianą. Jedni trochę szybciej, drudzy później. Ta ściana jest środkiem ostatecznym, który ma ich przekonać do zmiany nastawienia.

Takową zmianę zafundować może sobie już tylko sam poszkodowany.

Skoro problem mentalności już omówiliśmy, to podejdźmy do tematu trochę szerzej. Co ci się nie podoba w polskim esporcie?

Ciemno tu, ale o wiele łatwiej jest wyjść z Polski na światło, niż w innych częściach Europy. Mówię tu oczywiście o sukcesach krajowych, które w przeciwieństwie do innych rynków, w Polsce są o wiele łatwiejsze do zdobycia.

Jednocześnie sukces krajowy nie zawsze będzie gwarantował nam inwestora, gdzie w bardziej rozwiniętym e-sportowo kraju, sytuacja będzie odwrotna.

I krąg się zamyka. Co w takim razie powoduje, że nadal masz chęci do dalszego rozwijania ClawPrism?

Przede wszystkim zainwestowane już pieniądze oraz czysta pasja. Kocham to co robię i uważam, że bardzo dobrze odnajduję się w zarządzaniu. 

Tak szczerze, były plany przeniesienia ClawPrism na scenę międzynarodową?

Obecnie jesteśmy naprawdę dobrze przygotowani na polski rynek, ale takie plany były. Jeżeli tylko będziemy w dobrej pozycji by taki krok postawić – pewnie to zrobimy.

Wróćmy jeszcze na chwilę do działań ClawPrism na polskim rynku. Prowadziliście kiedyś bloga na temat zmagań w tzw. podziemiu (osobiście wolę określenie: scena amatorska). Zamierzacie reaktywować ten projekt?

Tak! Od ponad miesiąca odświeżamy trochę wizerunek zewnętrzny marki oraz mocno inwestujemy w związane z #TheClaws projekty, do których należy nasz blog. Planujemy wypuścić masę nowości na dobry początek 2021 roku.

Możesz powiedzieć coś więcej na temat tych projektów, w które obecnie inwestujecie? Jak przełożą się one na dalszy rozwój organizacji?

Przede wszystkim pracujemy nad wysokiej jakości odzieżą, która za sprawą zewnętrznego sklepu ma trafić na stacjonarne półki. Część takich projektów zdążyliśmy opublikować już na naszym facebookowym fanpage’u – jeden z nich właśnie z komiksowym Cariusem.

Inwestujemy również w content creatorów. Mamy także na celu utworzenie najbardziej zaawansowanego mechanicznie Discorda, zrzeszającego miłośników esportu – również tego podziemnego.

Projekty te mają głównie na celu umocnienie marki w podziemiu, oraz utworzenie ewentualnej przestrzeni dla przyszłych inwestorów. 

A jak wyglądają wasze pozostałe plany na najbliższe miesiące? Nie musisz się nad tym jakoś mocno rozwodzić – wystarczy, że dasz naszym czytelnikom jakąś drobną wskazówkę.

Naszym głównym esportowym celem jest punktowanie w rankingu Cybersport. Natomiast od nowego roku chcemy umocnić ClawPrism jako markę samą w sobie.

To było już ostatnie pytanie! Na końcu każdego wywiadu zawsze staramy się zostawić miejsce dla naszego rozmówcy. Masz więc chwilę dla siebie – możesz komuś podziękować, kogoś pozdrowić albo zamieścić ogłoszenie.

Oczywiście bardzo dziękuję za chęć przeprowadzenia ze mną wywiadu. Mam nadzieję, że moje opinie oraz wskazówki znajdą swoich odbiorców. Z miejsca chciałbym pozdrowić: moją drużynę, osoby które kroczyły ze mną przez różne etapy tworzenia ClawPrism oraz oczywiście przyjaciół z czasów UGT, bez których na pewno nie zaszedłbym tu gdzie jestem.


Zachęcamy do skorzystania z naszej listy ogłoszeń, gdzie możecie zamieścić informacje na temat rekrutacji lub oferowanych usług – wystarczy tylko się zarejestrować!

Jeśli masz do nas jakieś pytania, to wyślij je nam poprzez formularz kontaktowy – postaramy się odpowiedzieć na nie tak szybko, jak tylko się da.

Zapraszamy także do obserwowania naszego profilu na Facebooku.

Więcej o Nisu

Człowiek orkiestra, który jest przeciętnym: grafikiem, redaktorem, menadżerem oraz webmasterem.