virtus pro

Virtus.pro bez Polaków – zły znak dla rodzimej sceny CS:GO?

Virtus.pro zdecydowało się na zakończenie współpracy z dotychczasową dywizją CS:GO. Decyzja ta ma jednak wpływ także na pozostałe polskie formacje.

O problemach polskiego zespołu w Virtus.pro było wiadomo już od dawna. Rosyjska organizacja starała się jednak zawsze studzić emocje, zapewniając wszystkich, że wspomniany skład nadal będzie reprezentował barwy VP i to w sumie niezależnie od osiąganych wyników.

Miecz demoklesa spadł

Niestety, gdy tylko nadarzyła się okazja żeby zwerbować drużynę AVANGAR, Virtusi niespecjalnie kalkulowali i poświęcili polaków na rzecz regionalnej drużyny CS:GO. Osobiście bym za to ich nie winił, ponieważ już od dłuższego czasu, to właśnie Rosja i kraje byłego ZSRR są głównym kierunkiem ekspansji niedźwiedzi.

Kierunek ten stał się jeszcze bardziej klarowny, gdy zmienił się CEO organizacji – bazujący o wiele bardziej na statystykach niżeli na sentymencie do zawodników.

Co dalej z ex-VP?

Z nieoficjalnych informacji, które powoli przedostają się do sieci, możemy wnioskować, że ex-VP nie zamierza kontynuować wspólnej gry, co dla niektórych osób może być wręcz szokujące.

Dla fanów formacji jest to zapewne ogromny cios, ponieważ nikt raczej nie spodziewał się aż tak złego obrotu spraw. Tym bardziej, że ostatni turniej rozgrywany przez ex-VP, można było uznać za całkiem udany.

Słabość polskiej sceny – czyli nic nowego

Jeżeli jednak popatrzymy na sytuację, która panuje na polskim rynku esportowym, to jasnym staje się, że na chwilę obecną nie ma tutaj miejsca na drużynę, która zajmuje obecnie 25 miejsce w rankingu HLTV. Ba! Nie ma nawet miejsca na zespół TaZa, który ostatnio stracił także pracodawcę.

Wszystkie bardziej znane marki posiadają już własny zespół CS:GO, a te które go nie mają, zwyczajnie nie potrzebują teamu, który byłby w stanie bić się o najwyższe miejsca w europejskich turniejach. Jednym słowem – nikt nie widzi potrzeby wydawania ogromnych kwot na zespół, który chciałby występować poza obrębem naszego kraju.

To może organizacja z zachodu?

Ratunkiem dla zespołu mogłaby być jakaś zagraniczna organizacja, ale powiedzmy to sobie wprost – obecne wyniki notowane przez Polaków, raczej nie zachęcają do inwestycji.

Co gorsza, ostatnie próby ex-VP ukierunkowane na odzyskanie dawnej formy, doprowadziły do sytuacji, w której to kwestie marketingowe zeszły w zespole na drugi plan. W efekcie nie wiemy nawet, czy wspomniany skład jest interesujący dla potencjalnego reklamodawcy lub sponsora z innego kraju.

Trzymajcie się tam na tej polskiej scenie – mixa idzie dostać!

Chociaż rozpad zespołu wydaje się nieunikniony i  swoją drogą – dość dobrze obrazuje obecną sytuację na polskiej scenie CS:GO (zaryzykowałbym wręcz stwierdzenie, że gorszego momentu na utratę pracodawcy, ex-VP nie mogło sobie znaleźć), to nie należy panikować zawczasu.

Rozejście się – jakby nie patrzeć – doświadczonych zawodników do poszczególnych, polskich zespołów CS:GO, może pozytywnie wpłynąć na wyniki osiągane przez te drużyny.

A jeżeli którykolwiek z tych graczy trafi do międzynarodowego mixu – to także może mieć pozytywny skutek w postaci np. zwiększonego zainteresowania polską sceną ze strony zagranicznych sponsorów.

Pozostaje nam czekać

Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, każdy kij ma dwa końce i dopiero za kilka miesięcy będziemy mogli stwierdzić, czy odejście Polaków z Virtus.pro, było negatywnym wydarzeniem w dziejach polskiego CS:GO. Możliwe nawet, że skończenie z maksymą wrócimy silniejsi wyjdzie nam – graczom i pasjonatom krajowego esportu – ostatecznie na dobre.


Zachęcamy do skorzystania z naszej listy ogłoszeń, gdzie możecie zamieścić informacje na temat rekrutacji lub oferowanych usług – wystarczy tylko się zarejestrować!

Jeśli masz do nas jakieś pytania, to wyślij je nam poprzez formularz kontaktowy – postaramy się odpowiedzieć na nie tak szybko, jak tylko się da.

Zapraszamy także do obserwowania naszego profilu na Facebooku.

Więcej o Nisu

Człowiek orkiestra, który jest przeciętnym: grafikiem, redaktorem, menadżerem oraz webmasterem.