wolontariat esportowy

Słowo na niedzielę: nieopłacalny wolontariat esportowy

Wolontariat funkcjonuje w esporcie od bardzo dawna. Szkoda tylko, że nadal kojarzony jest bardziej z wyzyskiem, niżeli przydatnym narzędziem do pozyskiwania nowych pracowników. 

Wolontariat w esporcie to skomplikowany temat. Przez jednych jest przedstawiany jako idealny sposób na zdobycie doświadczenia. Przez drugich – jako forma wyzysku niczego nieświadomych ludzi. Jak jest więc naprawdę?

Wypaczenie idei wolontariatu

Prawda leży po środku. Jeżeli popatrzymy na sposób funkcjonowania różnego rodzaju inicjatyw esportowych w Polsce, to bardzo łatwo możemy dojść do wniosku, że bez osób pracujących za darmo, cały ten burdel zwyczajnie przestałby funkcjonować.

Co ciekawe, nie mówimy tutaj tylko o scenie amatorskiej. Bardzo często poziom półprofesjonalny – albo nawet profesjonalny, korzysta z pracy wolontariuszy. I powiem wam szczerze, że nie ma w tym nic dziwnego. Organizacje dążą do minimalizowania kosztów, a te są generowane nie tylko przez dywizje. Oszczędzanie na pensjach dla pracowników, to wręcz przymus, wynikający z ogólnie przyjętych praktyk na naszym krajowym podwórku.

Nadal panuje tutaj przeświadczenie, że nie powinno się płacić komuś, kto się na niczym nie zna. Oczywiście pomija się przy tym fakt, że nawet jeżeli taka osoba pokaże swoje umiejętności, to dalej nic nie dostanie  – bo przecież nikt inny w Polsce jej za tego rodzaju usługi nie zapłaci. Tym o to sposobem wracamy do punktu wyjścia i cykl się zamyka.

Nigdy nie rób za darmo

Problem leży więc nie tyle w samej idei wolontariatu, co w sposobie jego postrzegania. Osobiście wychodzę z założenia, że praca za darmo jest zwyczajnie do d… Nie uważam jednak, że zawsze powinniśmy otrzymywać za wykonaną robotę: szekle, dolary, euro, skiny etc. Czasami o wiele ważniejsze są nabywane umiejętności oraz kontakty. Jeżeli możesz sobie pozwolić na wykonywanie pewnych obowiązków bez pobierania określonych świadczeń – i jest ci to na rękę, to droga wolna. Jeżeli nie – to spróbuj poszukać płatnej roboty.

Praca w młodym i dynamicznym zespole

Oczywiście praca za darmo ma sens, jeżeli się na nią dobrowolnie zgodziłeś. Za największe wypaczenie w branży esportowej uznaję sytuację, kiedy to organizacja/projekt początkowo mami swoich przyszłych pracowników górami złota, a po miesiącu okazuje się, że przepracowali cały okres próbny za darmo.

Takich akcji jest coraz mniej, ale nadal się zdarzają, więc trzeba być bardzo czujnym. W innym wypadku stracisz tylko czas, który mógłbyś poświęcić nawet na levelowanie Knighta w Tibii.

Gratis to uczciwa cena

Kończąc ten przydługi tekst, muszę powiedzieć, że moim zdaniem, wolontariat esportowy jest bardzo często nieopłacalny. I nie chodzi tutaj tylko o samą kwestię otrzymywania zapłaty za wykonywaną pracę. Wiele projektów esportowych nie ma zwyczajnie nic do zaoferowania swoim pracownikom. Dodatkowo ich poziom jest… Mierny.

O ile z kasą zawsze można sobie jakoś poradzić (np. idąc do pracy), o tyle brak perspektyw do dalszego rozwoju oraz słabe zarządzanie, to dwa czynniki, które skutecznie zniechęcają ludzi do podejmowania jakiejkolwiek pracy przy tego rodzaju projektach. Nie jest istotne to, czy ta praca jest płatna czy za darmo. Jeżeli w żaden sposób ciebie nie rozwija – to jest dla ciebie zbędna, więc raczej będziesz omijał tego typu oferty szerokim łukiem.


Jeśli masz do nas jakieś pytania, to wyślij je nam poprzez formularz kontaktowy – postaramy się odpowiedzieć na nie tak szybko, jak tylko się da.

Zapraszamy także do obserwowania naszego profilu na Facebooku oraz Twitterze.

Więcej o Nisu

Człowiek orkiestra, który jest przeciętnym: grafikiem, redaktorem, menadżerem oraz webmasterem.